NOTP 2015
Night of the Proms 2015 było jedną z tych edycji, które od pierwszych minut pokazywały, jak szeroko może rozciągać się formuła „klasyka spotyka pop”. Skład artystów był wyjątkowo różnorodny — od legend amerykańskiego surf‑rocka, przez elektroniczne brzmienia lat 80., aż po współczesnych wokalistów i klasyczne głosy.
Największą niespodzianką wieczoru byli The Beach Boys. Ich obecność dodała koncertowi kalifornijskiego światła i nostalgii. „Good Vibrations” czy „Surfin’ USA” w wersji z orkiestrą brzmiały inaczej niż na płytach — pełniej, szerzej, z tym charakterystycznym promsowym rozmachem.
Drugim mocnym filarem byli OMD (Orchestral Manoeuvres in the Dark). Ich elektroniczne brzmienie połączone z orkiestrą stworzyło jedną z najmocniejszych części wieczoru. „Maid of Orleans” w wersji symfonicznej to był moment, który postawił całą halę na nogi.
Na scenie pojawiła się również Maria Mena, wnosząc delikatność, emocje i skandynawską melancholię. Jej głos w połączeniu z orkiestrą brzmiał intymnie, a jednocześnie potężnie — dokładnie tak, jak lubią fani Promsów.
Johannes Oerding reprezentował młodsze pokolenie niemieckiej sceny. Jego występ był energiczny, szczery i świetnie przyjęty przez publiczność — widać było, że czuje się na scenie swobodnie i potrafi porwać ludzi.
Do tego Fernando Varela, tenor o potężnym głosie, który dodał koncertowi klasycznego blasku. Jego występ był jednym z tych momentów, kiedy cała hala na chwilę cichnie, żeby po prostu słuchać.
W 2015 roku był z nami także John Miles, jak zawsze w swojej stałej roli. „Music” ponownie stało się jednym z najbardziej emocjonalnych punktów wieczoru — wtedy jeszcze nikt nie myślał, że kilka lat później będzie nam go tak bardzo brakować.
Całość spinała Antwerp Philharmonic Orchestra oraz chór Fine Fleur, pod batutą Alexandry Arrieche. To właśnie oni nadawali koncertowi ten charakterystyczny balans między klasyką a popem, który od lat przyciąga wierną publiczność.
Night of the Proms 2015 było więc edycją pełną kontrastów: od plażowego luzu Beach Boys, przez elektroniczną energię OMD, po klasyczne momenty z Varelą. Różnorodność, emocje i świetnie dobrany repertuar sprawiły, że był to jeden z tych wieczorów, które zostają w pamięci na długo.
