Chris Rea… jeszcze kilka dni

W październiku jechaliśmy na koncert Chrisa Rei do Frankfurtu, więc ten wpis — „Chris Rea… jeszcze kilka dni” — był dla mnie takim małym odliczaniem do spotkania z jego muzyką na żywo.

Są takie utwory, które nie potrzebują wielkiej reklamy ani fajerwerków. Włączasz je przypadkiem — albo wracają do Ciebie po latach — i nagle czujesz, że ktoś opowiada historię, którą mógłbyś podpisać własnym nazwiskiem. Tak właśnie mam z „Two Lost Souls” Chrisa Rei.

To piosenka z albumu Road Songs for Lovers, ale równie dobrze mogłaby być z jakiejkolwiek mojej trasy, kiedy jadę nocą, droga jest pusta, a światła mijanych aut wyglądają jak krótkie, migające wspomnienia. Rea śpiewa o dwojgu zagubionych ludziach, którzy jadą dalej, niż powinni — nie dlatego, że wiedzą dokąd zmierzają, ale dlatego, że nie chcą wracać tam, skąd uciekają. I to jest właśnie ten moment, w którym muzyka przestaje być tylko muzyką.

„Two Lost Souls” ma w sobie melancholię, ale nie taką, która przygniata. To raczej ciepło, które pojawia się wtedy, gdy człowiek przyznaje przed sobą, że czasem jest zmęczony, czasem niepewny, czasem po prostu… zagubiony. I że to jest w porządku. Rea nie moralizuje, nie dramatyzuje — on opowiada. A jego głos brzmi tak, jakby siedział obok, patrzył przez szybę i mówił: „Spokojnie. Jedziemy dalej.”

Może dlatego ta piosenka tak dobrze działa w trasie. Nie pcha do przodu, nie zatrzymuje — po prostu towarzyszy. Jak ktoś, kto rozumie, że czasem dwie zagubione dusze mogą znaleźć chwilę spokoju właśnie w ruchu, w drodze, w tym krótkim momencie między jednym światłem a drugim.

I może właśnie dlatego wracam do niej częściej, niż planowałem.